Wywiadówka w szkole? po co?


Uff, moje ostatnie dziecię zdało (mam nadzieję, że zdało) maturę, zakończyło edukację szkolną – już nie mam obowiązku uczestniczyć w spędach rodzców zwanych wywiadówkami. Zawsze uważałam to za stratę czasu. Mimo wielu pomysłowych reform i zmian w szkołach (podstawówka, gimnazjum, średnia) w temacie spotkań z rodzicami nie zmieniło się nic. Nadal rodzic jest elementem niepożądanym w szkole. Nawet jeśli wzywa się go i serdecznie zaprasza na pogadankę o tym jak niewłaściwie wychowuje swe pociechy. Od wielu lat (wtedy kiedy ja byłam uczniem w mundurku i z odznaką „wzorowy uczeń” na piersi) w szkole nie ma miejsca dla rodziców.
Miejsce spotkania
W sensie fizycznym. Klasa – pomieszczenie, w którym przebywają, a może nawet uczą się dzieci. Idiotyczne miejsce, zwłaszcza, kiedy nasz Piotruś ma 8 lat. Matki i ojcowie siadają na mini krzesełkach, z kolanami pod brodą, pocą się w puchówkach, lub próbują powiesić je na oparciach, raczej bezskutecznie. Jeśli tatuś jest rosły to pozdro. Jeśli pani zaś elokwentna i wygadana – w pozycji embrionalnej spędzamy godzinę, słuchając barwnych opowieści o życiu szkoły. Nic ważnego, bo ważne będzie dopiero indywidualne spotkanie po opowieściach z mchu i paproci, odczytaniu regulaminów itp.
No dobra, to może w ogóle iść indywidualnie, innego dnia, wtedy, kiedy wychowawca jest obecny. Trzeba, neleży zapukać uniżenie do pokoju nauczycielskiego, po czym snujemy się po rozwrzeszczanym korytarzu, bo śwetlica zajęta, biblioteka zajęta. Raczej trudno wyłuskać informację, bo hałas, bo gorąco, bo szybko. Rzut okana kratki w dzienniku (jeśli w szkole jest elektroniczny to problem z grzywki), pani zdenerwowana, że taki rodzic niesubordynowany, niech już idzie, bo przerwy szkoda. No to do widzenia pani profesor (czy w całej Polsce do mgr w liceum mówi się panie profesorze? To jak oklaski w samolocie).
Jeśli kwestia jest paląca (patrz: dziecko twoje odwaliło numer) istnieje szansa na spotkanie w gabinecie pedagoga lub dyrektora, ale nie jest to powszechnym zwyczajem.
Czas
To pieniądz, więc wywiadówkogodzina musi się wypełnić, nawet jeśli informacje są nieistotne i niepotrzebne. Najfajniej jest przed studniówkami, balami kończącymi ostatnią klasę, lub przed wycieczkami. Oh, jak wszyscy rodzice są wtedy aktywni, - czy przepiórki podamy przed rosołkiem, czy po sushi?  - didżej czy zespół? – a zaproszenia, a kwiaty, a prezent? No jak to prezent być musi. Oczywiście nie pyta się dzieci o zdanie, no i co z tego, że to ich zabawa, my za to płacimy, my decydujemy. Czas płynie, po półtoragodzinnych debatach proszę się rozejść,  rada rodziców zadecyduje, poinformujemy państwa. Dzieci przyniosą karteczkę do podpisu.
Waga spotkania
Przestrzegam przed pierwszym zebraniem rodziców we wrześniu, wtedy wybiera się tzw. trójkę klasową – organ złożony z rodziców, którzy wspierać będą różne działania niedydaktyczne. Wybiera się z obecnych, nikt nie chce w tym uczestniczyć, rodzice czują się jak dzieci, uciekać muszą wzrokiem, coś przy bucie poprawiają, o jakiś ważny telefon – muszę odebrać, no proszę państwa nie wyjdziemy dopóki nie wybierzemy. O rany, dobra to już ja mogę – na szczęście są rodzice o słabszych nerwach i bez asertywności.
Wywiadówki przed wystawieniem ocen, to zwykle tyrady, jest źle proszę państwa, musicie więcej pracować, z dziećmi pracować, więcej czytać, więcej liczyć, no i piszecie jak kura pazurem, więcej pisać. Zachowanie poprawić, testy różne rozwiązywać. W następnym semestrze to nie będzie przeproś. A jak pójdą do gimnazjum to dopiero zobaczycie.

A pan Kowalski dlaczego nie chodzi na zebrania? Widzę, że w dzienniku nie podpisał się ani razu, wyrodny rodzic. Ej, zaraz przecież to nie jest głupie. Wychowawca ma mój nr telefonu, jak się coś ważnego zadzieje, to mnie znajdzie, ba może nawet mi to powiedzieć przez telefon, napisać meila, nie muszę się wycierać po tych szkolnych krzesełeczkach. Trochę to u mnie trwało, ale jak przestałam chodzić nikt nawet nie zauważył, świat się nie zawalił, składki zapłacone, za oceny odpowiadają dzieci nie ja, lekcji z nimi nie odrabiam. A teraz, kiedy Marysia skończyła liceum -  luzik. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zasady są po to aby je łamać

Mam troje dzieci w tym jedno czarne

Niegrzeczne czyli jakie?